Bez względu na to, jak dwoje ludzi spędza ze sobą czas, wcześniej czy później zdenerwują się na siebie. Ta prawda dotyczy najbliższych przyjaciół, małżeństw, rodziców i dzieci, nauczycieli i uczniów. Pytanie brzmi; Jak zareagują, kiedy nastąpi kryzys. Oto cztery główne sposoby reagowania; Mogą zapanować nad gniewem, ale ukryć go głęboko w pamięci, wówczas na pewno nigdy o nim nie zapomną. Ten sposób wywołuje ogromne napięcie w kontaktach i może zakończyć się innymi problemami. Mogą nabrać wody w usta i zachowywać się niegrzecznie nie rozmawiając o problemie. Na dłuższą metę denerwuje to drugą osobę i zmusza ją do rozmyślań nad tym, co stanowi problem. Mogą wybuchnąć i próbować dokuczyć drugiej osobie. To powoduje koniec przyjaźni, małżeństwa, rodziny i interesów (zazwyczaj). Albo też mogą ze sobą porozmawiać o swoich uczuciach, ważąc słowa, by nie poniżyć drugiej osoby. Ten sposób bardzo często prowadzi do głębszych i zdrowszych kontaktów.
Dziękuję za uwagę.
Dobra. Konkrety. Konkretnie sobie zmieniam życie - chyba nigdy żadnego planu nie zrealizuję do końca. Mianowicie nie lubię czegoś robić na dłuższą metę - po prostu zaczynam się nudzić i tyle... albo też nie posiadam możliwości i środków do realizacji xD Ech.. ja wolę biegać, skakać niż siedzieć bezczynnie. Wolę się śmiać niż się smucić. Chyba brakuje w moim otoczeniu jakichś maluchów, bo tak jakoś zbyt dorośle i poważnie się robi w moim życiu. Próbuję też wrócić do paru spraw, przeanalizować, znów uwierzyć, ale najpierw muszę zrobić pierwszy krok w tym kierunku, a robię go w całkiem innym.
"Tęsknota jest jak zmarznięty ptak na parapecie" - nie interpretuję tego porównania, ale mi się podoba. Jak je zinterpretuję to straci swój urok, dlatego niech tęsknota będzie tęsknota, a zmarznięty ptak, zmarzniętym ptakiem... no i parapet, parapetem.
Żeby nie tracić zdrowego rozsądku (o ile mi go jeszcze trochę pozostało) powieszę sobie kartkę w widocznym miejscu o treści: "Na świecie jest tyle dobrych rzeczy ile złych - musimy się z tym pogodzić, bo wtedy łatwiej zaakceptujemy życie" - ładnie wymyśliłam? ;>
M: Ale to nie jest takie straszne, wiesz? Andrzej, spirytusem salicylowym smarował mi pryszcza na tyłku.
A: Fuu... ale taki do wyciśnięcia?
M: Niee... ja już go wcześniej sama wycisnęłam, ale jak siadałam to mnie strasznie dupa bolała.
A: Ale skąd Ty w ogóle miałaś spirytus salicylowy ---> (pytanie miesiąca-.-)
M: No jak to skąd? Mam spirytus salicylowy, wodę utlenioną...
A: A co mnie obchodzi woda utleniona?
M: No z apteki miałam.
A: Aha... śpimy?
M: Śpimy.
A: Dobranoc.
M: Dobranoc.
(chwila ciszy)
A: Ile Ty masz tych zegarków w domu?
M: Nie wiem... ja się już przyzwyczaiłam - nie słyszę ich.
A: Mhm... Dobranoc.
M: Dobranoc.
O masakra
Nie przyznaję się do siebie ^^ Gdyby ktoś nas posłuchał to by się w czoło puknął. Zresztę... My też to zrobiłyśmy, kiedy się zorientowałyśmy, że coś jest nie tak
Rozmawiałam dzisiaj z pewną, mądrą kobietą. Ma 36 lat, kochającego męża i dziecko. Ma też psa Labladora, którego sama kocha... Jest szczęśliwa, ma dużo zainteresowań, spełnia się w życiu, a przede wszystkim zajebiście wykłada chemię. Rozmawiałam z nią dzisiaj i powiedziała mi parę słów, które utkwiły mi w pamięci...
"Wyobraź sobie, że kupiłaś duże łóżko. Wygodne, miękkie, ciepłe milutkie łóżko. Postawiłaś je w pokoju i zajmowało Ci ponad połowę Twojego wolnego miejsca. Zakochałaś się w nim, lubiłaś kłaść do niego, wtulać się, kiedy było Ci smutno... Kochałaś noc, bo w nocy na nim odpoczywałaś, czytałaś książki, rozmyślałaś... Było Twoim ukojeniem, ostoją, w nim czułaś się bezpiecznie. Byłaś w pełni zadowolona, że zajmowało niemalże cały Twój pokój, przyzwyczaiłaś się do niego. Nie oddałabyś go za nic nigdzie ani nikomu... Lecz po jakimś czasie łóżko zaczęło się psuć, ścierać, skrzypieć... Krótko mówiąc, nie dawało Ci tyle szczęścia, co na początku. Nie czułaś już tego komfortu, tego ciepła, wygodny. Nie wysypiałaś się i było Ci stanowczo o wiele gorzej. Męczyłaś się, bo trwało to zbyt długo, lecz pewnego dnia, kiedy wróciłaś do domu czekało na Ciebie w tym miejscu inne łóżko. O wiele wygodniejsze od poprzedniego, cieplejsze, niezniszczalne, sprawiało, że uśmiechałaś się wstając rano i zasypiając w nocy... Znów byłaś nieziemsko szczęśliwa...Widzę, że jesteś rozsądną osobą. Zajmij się czymś konkretnym, doświadczaj się i żyj chwilą... "
Dziękuję.
). oprócz tego multum notatek, pozapisywanych kartek/karteczek i 3 opakowania tabletek. Nie będę bardziej się rozdrabniać, bo to bez sensu, ale tylko baby z dziadem brakuje. To co wyżej opisałam, dzieje się w moim życiu, czyli nie dbam o linię (chociaż.. chwila... nigdy nie dbałam), mam w dupie szkołę, myślę o świętach podczas których wszyscy życzą mi szczęścia.. hm... szczęście.. ciekawa perspektywa, tylko do cholery, coś bardzo rzadko przyjmowana w życiu codziennym.Nie wiem tez, dlaczego założyłam bloga. Już chyba po raz setny. Pewnie i tak za jakiś czas o nim zapomnę. No, ale czasami trzeba się komuś zwierzyć w taki, a nie inny sposób.. czasami nie ma się ochoty, aby ktoś bliski wysłuchiwał Twoich problemów. Dlatego też postanowiłam wykorzystać to, iż mam szeroki dostęp do internetu i zastosować opcję pisania na elektronicznych kartkach elektronicznymi literkami - oszczędzam przynajmniej wkład do dugopisu i biedne drzewa, które są surowcem na zwykły papier z celulozy. Jak widać, zaprzeczam sama sobie, bo wyżej napisałam,że mam go pełno w postaci pokreślonych notatek.. no, ale... teraz jestem jednym, wielkim zaprzeczeniem, więc mam prawo.
Ostatnio zauważyłam, że coś dużo tych Aniołków na tym świecie, a podobno każdy ma tylko jednego. Podbno, bo co poniektórzy mają takiego farta, że Pan Bóg przydzielił im chyba troszkę więcej



